"Zdrowy rozsądek może zastąpić prawie każdy stopień wykształcenia,
ale żadne wykształcenie nie zastąpi zdrowego rozsądku"

Artur Schopenhauer

Rozczarowania i marzenia...


Link 30/07/2008 :: 18:12
W ostatnich wyborach parlamentarnych głosowałem na PO. Bo na kogo innego miałem głosować? Na PiS? Zbyt wiele we mnie liberalizmu, euroentuzjazmu, tolerancji, umiarkowania, chęci ogladania w telewizji polityków kompetentnych, spokojnych, wyważonych, a nie krzyczących cały czas o zdradzie, o złodziejach, szukających ukłądów i rozwijających tylko aparat policyjny państwa. Na LiD? No proszę... jestem zdecydowanie nielewicowy, a żal i zażenowanie wzbudzają we mnie jakiekolwiek postulaty socjalistyczne. Mógłbym popierać PD... ale niestety, nie mam w ogóle zaufania ani wiary w tę partię. LPR? Samoobrona? Nigdy! Lewicowy populizm i endecko-liberalne partie są chyba najdalsze od moich preferencji politycznych. Jak już pisałem, lubię umiarkowanie. Więc może Partia Kobiet? Taaak... "prostytutki polityczne", jak to powiedział jeden z moich znajomych. Pamiętam wywiad z Manuelą Gretkowską w Dzienniku, gdzie mówiła, że poprze każdą ustawę każdego klubu parlamentarnego, ktory tylko poprze jej postulaty. No więc pozostała mi Platforma...

Miałem naprawdę duże nadzieje. Nie dlatego, że wierzyłem zaślepiony w hasła "drugiej Irlandii", "cudu". Każdy inteligentny człowiek doskonale wiedział, że to pewna metafora, uogólnienie, a nie konkretna wyborcza obietnica, jak to teraz przedstawiają politycy Prawa i Sprawiedliwości. Po prostu myślałem, że w PO jest duży potencjał. Mieszanka liberalizmu, umairkowanego konserwatyzmu, kompetentni i rozsądni politycy, duże zaplecze merytoryczne, a przede wszystkim pewna wiara i zdeterminowanie w to, że w Polsce można jednak przeprowadzić potrzebne reformy. Powiem więcej, do tej pory mam taką nadzieję... ale jej poziom zmniejsza się z każdym kolejnym miesiacem. Dlaczego?

Moim zdaniem, PO nie ma kompletnie pomysłu na to, jak rządzić Polską. Z Gabietu Cieni nie ostał się prawie żaden minister. Dokument przygotowany przez niego, a przedstawiony przez Jana Rokitę i Pawłą Śpiewaka został wrzucny gdzieś do szuflady i zapomniany przez polityków PO, a także, co mnie bardziej smuci, przez społeczeństwo. PO z tak wielkim entuzjazmem obejmowała władzę i nagle... balonik pękł. Zaczyna brakować odwagi, radykalnych reform, a wszystko robi się po łebkach, wybiórczo. Ustawa medialna- wrzuca się do debaty publicznej, a potem do Sejmu projekty, co do których nawet rząd nie jest przekonany. Nie ma pełnej wizji mediów publicznych i KRRiTV. Sa tylko pewne poszczególne pomysły, nie łączące się jednak w żadną spojną całość, a czasami nawet sprzeczne. Tak samo jest ze służbą zdrowia- próbuje się przeprowadzać pewne zmiany, chaotycznie i nieskładnie, przedstawia ciągle nowe pomysły, ale de facto pełnej i spojnej reformy służby zdrowia nie ma. Nawet projekt komercjalizacji szpitali, co do którego mam mieszane uczucia, to przecież tylko kropla w morzu potrzebnych zmian. Podobnie jest z reformą finasów publicznych, cięciami budżetowymi, reformą podatków... wszystko załatwiane jest drobnymi zmianami, a nie kompleksowymi rozwiązaniami.

Rzad mówi oczywiście, że nie przedsawia projektów ustaw, bo prezydent na pewno je zawetuje. Co to jest za wytłumacznie?! Rzad powinien tworzyć projekty, ba! PO powinna takie projekty miecćprzygotowane już obejmując władzę i przedstawiać je pod głosowaie. Parlament by je przyjmował, a prezydent mogłby wetować. Ale wiadomo, że gdyby korzystał z weta zbyt często to odpowiedzialnosć za brak reform spadłaby na niego. Platforma zamiast robić swoje i odważnie przedstawiać kolejne ustawy, robi bardzo niewiele. Dlaczego? To proste, nie chce narazić się wyborcom. Tusk boi się po prostu radykalnych, odwaznych reform, bo wie, że są niepopularne społecznie. Nie wiem czy chodzi mu o prezydenturę, czy wygraną PO w następnych wyborach, ale taka strategia jest dobra dla interesu partii... niekoniecznie kraju. Po to mamy rząd, by podejmował za nas nawet najbardziej niepopularne, trudne decyzje. Jeśli się boją, bo są zbyt przywiazani do swoich stołków i nie chcą ich stracić, to chyba nie nadają się na politykow, nie mówiac już o mężach stanu. Podobnie jest z obietnicami wyborczymi... oczywiście nie wszystkie można spełnić, ale powinno zachować się jednak pewien umiar. W Dzienniku mogliśmy ostanioprzeczytać wywiad z Ministrem Infrastruktury, który nie umiał wytlumaczyć coraz to nowych różnic pomiędzy programem wyborczym PO, a tym, co on robi.

Inną sprawa jest atmosfera, która panuje teraz na polskiej scenie politycznej polityce. Z jednej strony PO robiąca niemal każdy krok pod publiczkę, zajmująca się tak popularnym w ostatnim czasie PR-em. Z drugiej strony PiS, krzyczący, wrzeszczący, przedstawiający Niemców jako wrogów Polski, a media jako agenturę obcego wywiadu. W weekenowym wydaniu Dziennika przeczytałem dwa artykuły: "Parlament staje się atrapą" Piotra Zaremby i "Trans wyśnionych wrogów" Michała Karnowskiego. Mówiły one o dwóch zjawiskach: o zmianie na gorsze obyczajów sejmowych i przeniesienie debaty z Wiejskiej, gdzie powinna się odbywać przede wszystkim, do mediów; oraz o samonakręcaniu przez obie główne partie, PO i PiS, spirali nienawiści, chamstwa, braku kultury i merytoryczności. Świetne analizy. Z jednej strony mamy powiem PiS, który robi absolutnie wszystko, żeby krytykować PO (święte prawo opozycji, ale bez przesady...) i wprowadzać chaos, znajdować kolejnych wrogów. Z drugiej strony mamy PO, która dała się sprowokować opozycji i wciągnęła się w wojnę z PiSem. Żadnej poważnej, merytorycznej debaty. Tylko oskarżenia, epitety, krzyki...

Tak, jestem trochę idealistą. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że polityka to w dużej mierze walka partyjna, ale mam chyba prawo wymagać, by politycy potrafili też nać swoje emocje, usiąść przy stole i popracować trochę na rzecz obywateli, również mnie. A jak można to robić, jeśli politycy obu partii nawet prywatnie nie umieją ze sobą rozmawiać, żartować, przyjaźnić się.

Co mi się marzy? Więcej kultury, więcej dobrego wychowania, trochę kurtuazji i życzliwości. Nie ciągła wojna i działąnia pod publiczkę, bo interesy partyjne nie mogą stać ponad interesami państwa. Oczywiście, mam marzenia ambitniejsze, okręgi jednomandatowe, nowa konserwatywno-liberalna partia z dobrym think-tankiem i odwagą we wprowadzaniu zmian, nawet kosztem utraty miejsca w parlamencie. Ale na razie to niemożliwe... więc może zostańmy na poziomie zdrowego rozsądku, racji stanu i odrobiny kultury.

Dalej popieram PO, choć mój stosunek do niej jest coraz chłodniejszy. Widzę, że rząd czy np. komisja "Przyjazne Państwo" stara się jednak pewne rozwiązania wprowadzać. Szkoda, że to tak niewiele i tak mało odważnie... Więc do pracy Panie i Panowie... bo w 2011 zagłosuję na partię Kobiet ;)

Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru :)

It is my desire if not my duty to... Powitanie!


Link 29/07/2008 :: 23:54
Witam wszystkich. Działalność mojego bloga... uważam za otwartą. Będę starał się jak najczęściej dodawać notki i mieć nadzieję, że ktoś je czyta i choć na chwilę zastanawia się nad ich treścią.

Nie pozostawiłem niestety Drogim Czytelnikom możliwości komentowania. Nie jest to skutkiem strachu, bądź egocentryzmu. Po prostu nie chcę, by nad moimi notkami dyskutowano tu, na blogu, by wymyślano sobie lub pozostawiano głupie bądź obraźliwe komentarze. Niech każdy sam, we własnym rozumie, przemyśli, to co przeczytał i ewentualnie porozmawia o tym ze znajomymi czy z rodziną. A jeśli już ktoś czuje naprawdę silną potrzebę skontaktowania się ze mną, wyrazenia swojej opinii, przekazania mi wysokiej sumy pieniędzy, to na blogu znajduje się odpowiedni link.

Więc... do przeczytania!
Goog night and good luck!

Archiwum

2008
lipiec

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl